Ja zaś nie znam żadnego aktywnego w polityce komunisty, takiego bez cudzysłowu.
Tak swoją drogą Makiavelu, zdradź jak zaklasyfikujesz tych panów:
http://www.kompol.org/
Raczej nie są aktywni w politycznym mainstreamie, ale gdzieś tam w rocznice wielkich komunistycznych wydarzeń te gęby się pojawiają.
Mamy socjalistów, tzw. "postkomunistów" wśród których w pierwszej lidze dziś jest tylko Miller, choć też raczej w strefie spadkowej. Tu Alfa i Omega ma racje. Tylko, że wśród polskich "komunistów" Marksa czytała nie 1/2 ale może 1/10.
Czyli per analogiam, nazistów też nie ma, mamy w Niemczech i Argentynie co najwyżej socjalistów, tzw. "postnazistów", którzy ze względu na wiek wymierają z każdym rokiem. Czytałem, że spośród nazistów może 1/5 przeczytała do końca Mein Kampf, jeśli to zaś czytanie głównych dzieł danej ideologii ma świadczyć o tym, czy ktoś jest komunistą czy nazistą, to faktycznie czerwonych i brunatnych na tej planecie prawie nie było.
Zwraca na to uwagę Kołakowski w "Czas ciekawy, czas niespokojny". Dziś "czerwona hołota" to przeciwnik wyimaginowany. Dziś konflikt w Polsce to konflikt wewnątrz dawnej opozycji demokratycznej. Kwaśniewski jest już poza polityką, Oleksy umiera na raka, Cimoszewicz siedzi w Senacie bez ambicji na coś więcej. Pomijam już fakt, że ludzie zmieniają poglądy, wyznania, upodobania.
No tak, tego doświadczyliśmy przy okazji dyskusji o Baumanie. Jak może wybitny socjolog być szarpany za jakieś tam przewiny z młodości, przecież on już zmienił poglądy. Zmienił poglądy, już nie jest czerwony, właściwie to nigdy nie był, bo tu w ogóle nie było komunistów, a ci z PZPR to Marksa nie czytali, nawet sam Stalin nie czytał, więc też komuchem nie był.
"Komunistów" w takim znaczeniu, jak przedstawiasz, trzeba rozliczyć a nie z nimi wojować. Nie wiem skąd pomysł, że PO wybacza coś w imieniu kogoś. Zresztą sądy w Polsce są niezawisłe i prowadzą postępowania w oparciu o dowody a nie przekonania polityczne.
O jakim rozliczeniu ty mówisz? III RP ich tak rozlicza, że rozliczyć nie może. Przypomnijmy, że przecież wyżej sam pisałeś:
Nawet jeśli ceną stało się to, że Jaruzelski i Kiszczak umrą nierozliczeni, to jest to niska cena w stosunku do tej, jaką ponieślibyśmy w wariancie siłowym.
I właśnie twórcy naszej kochanej III RP umierają ot tak, nierozliczeni. Jaruzelski zdążył się zabezpieczyć i jeszcze uwierzył w życie pozagrobowe. Nie wierzę, żeby któremuś z tych zbrodniarzy spadł włos z głowy, więc doprawdy, zostaje tylko wojowanie i napiętnowanie, bo zaraz dojdziemy do tego, że to Jaruzelski z Kiszczakiem zasługują na beatyfikację.
Co do wybaczania, to sobie poczytaj co ideowi ojcowie PO i pokrewnych partii mówią o Jaruzelskim i Kiszczaku. Przypomnijmy pewnego pana z Unii Demokratycznej, co Jaruzelowi chce pomniki stawiać.
Kornel Makowiecki czy Jan Olszewski nie są dziś aktywni w polityce. Więc oni się już tym dzisiaj nie zajmują. Zaś faktycznie mogą podpadać po tych plujących, o których mówił Kiszczak.
To ci pasuje, nie? Jeszcze krok dalej i zaczną się mocniejsze insynuacje. Nie będę ukrywał, że zaczynasz mnie irytować.
To, kto ten marsz poparł nie ma większego znaczenia. Liczy się jego wydźwięk. Wykorzystanie daty, tragicznych wydarzeń, do celów politycznych. To jest słabe.
A ja wciąż zapytuję się, co jest zdrożnego w manifestacjach przeciwko czerwonym łajdakom, którzy w twarz się śmieją swoim ofiarom? Mamy 13 grudnia ogłosić, że to dzień radości? Mamy gremialnie ogłosić damnatio memoriae i zapomnieć, że w PRL strzelało się do ludzi, że ostatniemu partyzantowi obcięto głowę?
Faktycznie popełniłem okropny błąd. Wybacz. Zdecydowanie obaj. Skąd wiem, że bubel? A nie orzekł tego przypadkiem Trybunał Konstytucyjny? Na seksuologi się nie znam, opierałem się w tamtym temacie tylko na tym, że mowa była o badaniach profesora seksuologa. Prawo miałem na studiach, prawem się interesuje i mam prawników w rodzinie, więc nieco się na tym znam. Politologia i stosunki międzynarodowe to dziedziny pokrewne z moimi studiami i takie, którymi zajmowałem się przed studiami, więc wiedzę mam może nie specjalistyczną, ale na pewno ponadprzeciętną. Od dziecka wychowywano mnie tak, żebym miał wiedzę jak najszerszą, pod tym względem nie należę do głównego nurtu swojego pokolenia, które poza specjalizacjami swoimi wie niewiele lub nic.
Dobra Makiavelu, stwórz temat pt. "Makiavel - życie i twórczość", gdzie będziesz opisywał, jaki to nie jesteś zajefajny i dawał upust narcystycznym zachowaniom, ale już mnie lekko nużą te autoreklamy.
Dotychczas sąd oczyścił wszystkich z "listy Macierewicza", którzy skorzystali z tej drogi, m.in. byłego senatora AWS-ZChN Wiesława Chrzanowskiego, byłego posła Unii Wolności Jerzego Osiatyńskiego oraz - w trybie przewidzianym dla wyborów prezydenckich w 2000 r. - Lecha Wałęsę, który też figurował na tej liście. Jedynym wyrokiem, uznającym zasadność umieszczenia kogoś na "liście Macierewicza", było dotychczas prawomocne już uznanie za agenta byłego posła PSL Ryszarda Smolarka.
Sąd dosyć ciekawie działa w tych sprawach, wychodząc z dość wąskiej definicji współpracy.
Z Chrzanowskim wygląda to tak:
Podczas procesu ujawniono, że w latach 1973-1976 Chrzanowski udzielał informacji oficerowi SB kpt. Tadeuszowi Szlubowskiemu, z którym spotykał się w kawiarni. Chrzanowski nie zaprzeczał, że takie spotkania były, ale zapewniał, że nie był agentem. "Nie ma w aktach żadnego dowodu, który by wskazał na to, że była to tajna i świadoma współpraca w rozumieniu ustawy lustracyjnej" - uznał sąd. Podkreślono, że Chrzanowski nie wiedział, że SB nadało mu pseudonim i założyło mu "teczkę".
Z Wałęsą tak:
"Wszyscy podpisali" - to słowa Lecha I, który "ograł" komunę.
To widocznie kwestia gustu. Ja wolałbym rondo Kuronia i uliczkę Reagana a Ty na odwrót.
Oui. Ja wolę tych, którzy naprawdę rzucili komunistów na kolana.
Ad. 1 Czyli przeczysz temu, że w 90. Jaruzelski zrzekł się prezydentury niedobrowolnie?
Ad.2 Jaka była alternatywa dla Okrągłego Stołu i wariantu obranego, jeśli nie konfrontacja?
Ad.3 Stan wojenny zakończył się ładnych parę lat przed pokojowym przejściem, więc to jednak był akt nieco innej sztuki.
Ad 1. Tobie chodziło chyba w cytacie o słowo "dobrowolnie"? Jeśli zaś chodzi o tzw. "oddanie władzy", to poprzedziły ją Magdalenka i tzw. "okrągły stół", ot takie uwertury, żeby Jaruzelskowy sobie zmarł na wolności, żyjąc uprzednio w dostatku z pieniędzy podatników.
Ad 2. Wychodzisz z błędnego założenia. Dla "S" nie było alternatywy w postaci "krwawej rewolucji". To fakt pierwszy, radykałowie odmówili udziału w rozmowach z komunistami, bo chcieli ich wyczekać. Chcieli doczekać momentu, kiedy komuniści - wskutek bankructwa - oddadzą władzę w zębach i "S" zgarnie całą pulę. To fakt drugi. Gdy schwytano Morawieckiego, to główny sbek dziwił się, że szef "SW" nie ma nawet spluwy przy sobie.
Ad 3. Stan wojenny rozmontował struktury pierwszej "S", zmiękczył związek, umożliwił dalsze rozpracowanie jego struktur. Jeśli według ciebie Jaruzel był takim eleganckim panem, który oddał władzę, to czemu nie oddał jej w 1981 roku? Ot, bohater za 5 groszy.
Pisałem, że nie można wrzucać do jednego worka wszystkich epizodów z życia Jaruzelskiego. Co zrobił dobrego? Walczył na wojnie z nazistami. Nie robił kłopotów i dotrzymał umowy z Okrągłego Stołu. Ja uważam, że zrzeczenie się urzędu prezydenta w taki sposób było eleganckie. Przecież żyjemy w kraju ludzi przywiązanych do stołków.
Tak, walczył na wojnie z nazistami, jest to jedyna rzecz, o której można powiedzieć coś dobrego.
Nie robił kłopotów, dobre sobie. Kłopoty to on robił, bo nie dość, że uwalił karnawał "S", to jeszcze prosił o zapewnienie ze strony Moskwy, że w razie czego udzieli bratniemu krajowi pomocy.
Umowy dotrzymał, bo z pozycji systemu, który zbankrutował, wyszedł obronną ręką, a opozycja się sfrajerzyła. Jak miał zatem nie dotrzymać umów, skoro był ich głównym beneficjentem?
Pan Zambrotta, który o polityce i ekonomii nie ma pojęcia, czego wyraz dał kilka postów wcześniej, sili się na złośliwości i wyzwiska, próbuje się wymądrzać... Polecam przez święta poczytać trochę, dowiedzieć się co to komunizm, dowiedzieć się kogo określamy mianem komunisty. Potem przerobić historię Polski po 1945 i uzmysłowić sobie, że z komunizmem to, co było w Polsce, nie miało wiele wspólnego. A już na pewno nie po 1956.
Makiavelu, daruj sobie te zarzuty, bo bardziej pasują do ciebie niż do Pana Zambrotty. Z przerobieniem historii radzę zacząć od samego siebie!