Effe przyznał mi rację, że wyraził się nieprecyzyjnie. Z tego, co mi napisał doktorat ma z matematyki.
Popełnił błąd, ja też popełniłem błąd. Chyba jedyny w setkach postów, bo ciągle do niego wracasz. Oczywiście mógłbym ciągle podawać link do Twoich błędów, przekłamań, manipulacji i nie musiałbym długo szukać, ale to nie ma dla mnie sensu. Nie ma dla mnie sensu bo widzę, że spór nie ma sensu. Dlatego porzuciłem polemikę w temacie "Polityka". Nie wiem czy płacą ci za te posty czy piszesz je bo masz w tym interes rodzinny czy z przekonania chcesz powrotu do PRLu, bo w takim ustroju czujesz się dobrze. Nie wnikam. Ale jesteś trybikiem w internetowej propagandzie partii rządzącej. Ja jestem młodym naukowcem. Absolutnie nie roszczę sobie miana wybitnego. Ale to i tak kilometry a może lata świetlne nad poziomem dyskusji o polityce i ekonomii na tym forum.
Ale od początku.
Po pierwsze, skoro przywołałeś prof. Leona Kieresa przywołaj proszę jego opinię na temat obecnych działań PiSu w obszarze prawa. Jest ona znana. Jako profesor Uniwersytetu Wrocławskiego (czyli de facto mój "kolega z pracy" choć oczywiście nie odważyłbym się nazwać tak Pana Profesora bez cudzysłowu) był jedną z osób, o których pisałem w poprzednim poście. Jako profesor UWr zasiada też w Radzie Wydziału PAiE UniWroc, która wydała opinię o działaniach PiS w sprawie TK. Treść opinii znajdziesz z łatwością.
Po wtóre popierasz partię, którą w sporze prawnym reprezentuje prokurator stanu wojennego, odznaczony orderem za służbę w PRLu. Wśród osób, które ją krytykują, jest m.in Jerzy Stępień
http://www.encysol.pl/wiki/Jerzy_Adam_St%C4%99pie%C5%84. Zwalczany przez PiS prof. Rzepliński doradzał Kieresowi gdy ten był szefem IPN. Dostał najwyższe odznaczenie świeckie od papieża. Która strona więc to elity pasożytnicze?
Po trzecie dziś to PiS, jak sowieci chce wprowadzać do szkół i na uczelnie miernoty. Tak, jak wprowadził je do TK (
http://www.gloswielkopolski.pl/wiadomos ... ,11586256/). Może też inna opinia,
http://www.newsweek.pl/wiedza/nauka/iwo ... 055,1.html (polecam poczytać sobie życiorys Pana Profesora. Szczególnie ludziom, którym mówi coś nazwisko Infeld)
Nie da się ukryć, że są na polskich uczelniach wciąż ludzie, którzy na nich być nie powinni. Beneficjenci poprzedniego ustroju. Jednak w większości pracują tam ludzie, do których postawy moralnej trudno mieć zastrzeżenia.
To, co napisałeś, o "wyciu" dowodzi tylko tego, jaki poziom reprezentujesz. Jak już pisałem wcześniej, większości tych ludzi mógłbyś najwyżej parzyć kawę i mógłbyś to uznać, za wyróżnienie. Więc z większym szacunkiem.
Moją wiedzę z teorii ekonomii weryfikowali m.in. prof. Bogusław Fiedor, prof. Marian Noga. Z ekonomii międzynarodowej prof. Jan Rymarczyk i prof. Drelich-Skulska. Na studiach podyplomowych i doktoracie miałem zajęcia m.in. z prof. Jajugą, któremu zawdzięczam elementarną wiedzę z zakresu finansów. Mój doktorat, bardzo pozytywnie, oceniło dwoje ekonomistów, reprezentujących różne pokolenia ale oboje posiadali doświadczenie międzynarodowe i uznaną pozycję w środowisku. Wybacz więc, że za nic mam opinię szczypków, mateów, karowiewów i vimesów.
Jako zwolennik PiSu uznajesz, że politolog Jaki w dyskusji o prawie jest równorzędnym partnerem dla prof. Zolla, prof. Safjana, prof. Łętowskiej, prof. Rzeplińskiego, prof. Strzębosza. Dla mnie to absurd. Głos laika nie jest równoważny głosowi eksperta.
Ty oczywiście sprawiasz u laików wrażenie erudyty. Problem w tym, że autorytetem dla Ciebie jest Krugman, gdy mówi o strefie euro lub w ostatnim cytacie, o ekonomii, a w stu innych poglądach już nie jest. Bo ci te poglądy nie pasują. Podobnie z Zollem, Kieresem. Są autorytetem gdy ci to pasuje ale gdy nie pasuje, to nie są - są "oderwani od koryta/wyją/tworzą układ". Rzucisz jakimś linkiem do strony internetowej czy fragmentem tekstu z gazety, który zawiera suchą informację. Taką informację zinterpretować może ten, kto ma szereg innych danych, wiedzę na dany temat. Oczywiście dobrze wiesz, że większość, która to widzi, takiej wiedzy nie ma. To kolejny powód, dla którego taka dyskusja nie ma sensu. Gdy dyskutujesz w gronie ludzi, którzy znają się na danym temacie to bzdura od prawdy jest oddzielana z automatu, natychmiast.
Mówisz, że nie znam tych ludzi. To proszę bardzo, nic łatwiejszego nie było, jak mnie ośmieszyć. Przecież szczypek mógł się ujawnić i udowodnić mi, że jest po ekonomii na Harvardzie albo naukach politycznych na Oxfordzie. Smok-u mógł powiedzieć, że się śmiał z Rosatiego, bo jest asystentem Krugmana albo Stigliza i góruje nad jakimś tam profesorem z Polski. Karowiew mógł napisać, że jest uczniem Hansa Morgenthaua, ma super wysoki H-index a powoływanie się na strony typu "prawdziwa prawda prawicowa" to taki dziwny fetysz. Deszczowy mógł pokazać skan swojego dyplomu z Yale albo Stanford i dodać, że wolał "Fakt" od NYT albo Washington Post lub choćby "Polityki". I tak kolejno każdy, kogo zdyskredytowałem. Idealny sposób by mnie ośmieszyć. Dlaczego więc nikt z niego nie skorzystał? Może dlatego, że nie macie się czym chwalić? Może dlatego, że okazałoby się, że ktoś tu ma doktorat (chyba na habilitację za młodzi) i posługuje się argumentami tak beznadziejnymi, że zostałby wyśmiany. Ja się nie bałem, bodaj od pierwszego posta w temacie polityki.
Jakoś Effe z doktoratem, yanquez (pewnie też już z doktoratem), który, z tego co pamiętam pisał, że ma IQ na poziomie pozwalającym mu wstąpić do Mensa, nie mieli ze mną problemu. Faktycznie za szybko uznałem tego pierwszego za kolejnego mądrale, który pisze o rzeczach, o których nie ma pojęcia, gdy po prostu wyraził się nieprecyzyjnie. Słusznie uznał, że od razu uderzyłem w mentorski ton, jak na zajęciach. Potem wymieniliśmy dwie wiadomości prywatne i koniec. Ten drugi ostro skrytykował mnie na początku mojej aktywności ale potem złagodził ton w prywatnych wiadomościach. Najbardziej zaciekle atakowali mnie ci, którzy najmniej sobą prezentowali.
A te miliony osób, o których piszesz, oczywiście to nie są sami ignoranci, głupcy, etc. To też krewni i znajomi, oportuniści, którzy w zmianie władzy widzieli swoją szansę na awanse i posady oraz ogromna grupa ludzi, którzy zagłosowali przeciw PO, nie wierząc, że straszenie PiSem to czysta prawda. Ale tak, spora część elektoratu partii i prezydenta to ludzie zmanipulowani przez Tadeusza Rydzyka, to ludzie wierzący w absurdalne teorie zamachu smoleńskiego, to produkty uboczne błędów w polskim systemie kształcenia a także ci, którzy uwierzyli, że w dobie internetu recenzowany artykuł naukowy jest równoważny wpisowi na blogu czy filmikowi na vlogu "ekonomisty-amatora"/"politologa-amatora"/"prawnika-amatora".
W prawdziwym świecie dyskusja między fachowcem i amatorem wygląda tak
Gdybym miał dyskutować, w realu, z ludźmi stąd, na konferencji naukowej (zakładając, że moi adwersarze zostaliby tam dopuszczeni) to wyglądałoby to tak samo. Dlatego, że moje poglądy są efektem nastu lat zdobywania wiedzy i wyrwany ze snu w środku nocy napiszę maturę z WOSu na ok. 90%. Dlatego, że jak staje przed 20 osobami i coś mówię, to każda z nich może w parę chwil zweryfikować to i wytknąć mi błąd. Dlatego, że jak recenzuje pracę i wytykam komuś błędy to muszę mieć rację, inaczej wytknie mi to osoba stojąca wyżej w hierarchii. Dlatego, że osoby, które naprawdę mnie znają (a nie snują fantazje na mój temat, co było tu kiedyś popularne) zupełnie się nie dziwią mojej ścieżce zawodowej. Dlatego, że już to przerabiałem.
Reasumując. Ty uważasz, że zdanie laika ma wartość taką, jak zdanie eksperta. Ja uważam to za bzdurę. Ty dyskredytujesz ludzi pokroju Safjana, Smolara, Kołodki, ja ludzi, którzy wykazali się tu ogromną ignorancją połączoną z pychą i butą. Ty wciskasz ludziom kit, powielając kalki propagandowe PiSu a ja chcę by ludzie rozumieli czym jest trójpodział władzy, jaka jest rola sądów w Polsce, dlaczego rozdawanie pieniędzy z budżetu to kretynizm, etc. W jednym masz przewagę. Posty trolli takich jak Ty czyta się łatwiej niż najlepiej napisany podręcznik. Bo nie trzeba myśleć.